Piłkarze ręczni Saint-Raphaël Var wracają do Pucharu Europy

Po 2317 dniach bez Pucharu Europy, czyli sześciu latach, czterech miesiącach i trzech dniach, drużyna piłki ręcznej Saint-Raphaël Var powraca do rozgrywek kontynentalnych. Zajmując piąte miejsce na koniec poprzedniego sezonu Starligue, drużyna Var rozegra pierwszy z dwóch meczów w najbliższą sobotę (o 16:00) z duńską drużyną Mors-Thy. Ta runda kwalifikacyjna może więc potwierdzić zeszłoroczny wynik i wprowadzić ich do fazy grupowej, gdzie czekają ich ciekawe mecze.
„Pracowaliśmy nad tym, aby być gotowi fizycznie i psychicznie” – podkreśla trener Benjamin Braux. „To mecz barażowy, rozgrywany dwumeczem. Będziemy musieli grać każdą piłką z taką samą wartością. Każda będzie ważna”.
Przeciwnik już w formieSRVHB zmierzy się z czwartą drużyną z ostatniej ligi duńskiej. Klub z orłem w herbie wygrał w środę swój pierwszy mecz w Herre Handbold Ligaen z HOJ Elite (26:27). W przeciwieństwie do Raphaëlois, którzy oficjalnie rozpoczynają sezon tym meczem, zawodnicy z Jutlandii są już w samym środku wydarzeń.
Mimo to Saint-Raphaël od początku przygotowań zna dwóch przeciwników, którzy są przyzwyczajeni do europejskich rozgrywek. Pomimo dwóch porażek z Montpellier i Porto, koledzy z drużyny Johannesa Marescota (którzy wygrali dwa pozostałe mecze towarzyskie) odzyskali rytm.
„Musimy zdemistyfikować to, co robimy” – mówi technik. „Oczywiście, ten mecz jest wyjątkowy. Są pewne elementy kontekstu, których jeszcze nie znamy: miejsce, fińscy sędziowie… Będziemy polegać na tym, co wiemy, na przykład na naszych wartościach. Odkryliśmy na nowo naszą tożsamość, którą nieco zmodyfikowaliśmy, nie rewolucjonizując wszystkiego”.
Podbój JutlandiiSaint-Raphaël czuje się nieco nieswojo po powrocie na scenę kontynentalną. Po porannym treningu grupa pojechała autokarem na lotnisko w Nicei, skąd odleciała do Kopenhagi.
Po dotarciu do stolicy królestwa, zawodnicy i sztab szkoleniowy udali się drugim lotem do Aalborga, położonego w najdalej na północ wysuniętej części kraju. Wreszcie, po ostatnim transferze autobusem do hotelu, grupa mogła rozpakować bagaże krótko po godzinie 20:00 wczoraj wieczorem. A właściwie prawie wszyscy, ponieważ zaginione torby z piłkami i koszulkami miały dotrzeć później tego samego wieczoru.
Ta krótka wycieczka przywołuje również miłe wspomnienia u niektórych. „Zawsze czujesz się trochę obco, gdy odwiedzasz miejsca, gdzie kultura jest inna. To dodaje odrobinę egzotyki naszemu życiu jako sportowców na wysokim poziomie ” – mówi Arthur Vigneron, jedyny świadek, który wciąż jest obecny w klubie podczas Final Four w Magdeburgu w 2018 roku ( czytaj gdzie indziej) . Zarówno w Niemczech, jak i w Danii, ma się wrażenie gry w kolebce piłki ręcznej. To imponujące i ekscytujące zarazem”.
Lang: „Niełatwo grać w Danii!”Chociaż dotarcie do Hanstholm (w północno-zachodniej Danii), gdzie będą mieszkać, zajęło im dziewięć godzin, podróż ta jest daleka od przygód. „Dotarcie do Słowenii autobusem zajęło nam 16 godzin” – wspomina prawicowiec. „Kilku chłopaków zrobiło tekturowe podstawki do gry na konsoli”.
W tej grupie, która jest obecnie wolna od jakiejkolwiek presji, Andreas Lang, jak zwykle, nie jest najgłośniejszy. Mężczyzna, który grał przez trzy sezony w SonderjyskE, wróci do klubu, z którym już się mierzył. „Na trybunach często jest mnóstwo ludzi. Duńczycy są świetni w dopingu” – wspomina szwedzki prawy obrońca. „Gra się tam wcale nie jest łatwa. Nie można tam jechać z nadzieją na zwycięstwo. Zawsze jest trudno, o czym świadczy fakt, że potrafią wygrać u siebie z Aalborgiem (obecnym mistrzem, we wrześniu 2024 roku) ”. Cisza przed burzą.
Var-Matin